Poszłam w nieświadomości do gazowni. Znalazłam pokój "podłączeń" i na tym moje sukcesy się zakończyły. Pan, nie powiem miły i uprzejmy, wręczył mi 2 pisma do wypełnienia i...ściągę. Od samego patrzenia na nią skóra mi cierpnie...ilość papierków, pozwoleń i Bóg wie czego, które mam przynieść, żeby mi (nie za darmo przecież) ten gaz podłączyli przekracza chwilowo moje możliwości. Na domiar złego zima się rozpanoszyła i na budowie zastój:(