kot


Blog For Free!


Archives
Home
2008 October
2008 September
2008 August
2008 July
2008 June
2008 May
2008 April
2008 March
2008 February
2008 January
2007 December
2007 November
2007 October
2007 September
2007 August
2007 July
2007 June
2007 May
2007 April
2007 March
2007 February
2007 January
2006 December
2006 November
2006 October
2006 September
2006 August
2006 July
2006 June
2006 May
2006 April
2006 March
2006 February
2006 January
2005 December
2005 November
2005 October
2005 September
2005 August
2005 July
2005 June
2005 May
2005 April
2005 March
2005 February
2005 January
2004 December
2004 November
2004 October
2004 September
2004 August
2004 July
2004 June
2004 May
2004 March
2004 February
2004 January
2003 December
2003 November

My Links
cocci
thea
Aga i Justynka
Vilq
Mama Naty
Mama Piotrka
Mama Anioła
Dorotka
Michasia
Małgorzatka
Nowy Człowiek
Rybki
Mania Kupowania
Cam

tBlog
My Profile
Send tMail
My tFriends
My Images


Sponsored
Blog



kot
10.15.04 (3:34 am)   [edit]

O mioch kłopotach z kotem wszyscy wiedzą, ale w skrócie: choruje na cukrzycę, stary jest i co jakiś czas robi różne głupoty - przez kilka miesięcy sikał w kuchni i w łazience po podłodze, 2 razy w nocy nawalił na środku pokoju, leczenie go kosztowało nas w lipcu 600zł i uroczyście sobie obiecałam, że kolejny raz zobaczy weterynarza tylko z okazji uspania - zdrowy rozsądek nie pozwala mi na takie koszty leczenia, jakie praktykuje się u dr T.


Dotychczas tylko klęłam, myłam, prałam i nie decydowałam się na ostateczne posunięcie - w końcu to moje zwierzę, prawie jak członek rodziny. Dzisiaj nad ranem sytuacja uległa zmianie. Obudziło mnie dotknięcie kocich pazurów na policzku, a zaraz potem smród kociej kupy. Słodki kotek nawalił i nasikał na moją poduszkę - jakieś 2, 3 cm od mojej głowy. Ja rozumiem, ze on jest chory, że robi pod siebie, ale to właśnie znaczy, ze nie będzie się dłużej męczył, a ja razem z nim...


Leży teraz w drugim pokoju i mam głęboką nadzieję, że tym razem zdechnie (już raz tak było - to chyba śpiączka cukrzycowa), a jak sam z siebie nie zdechnie to jutro go zawiozę do weterynarza.

0 Comments
 
Your Name:


Your Comment: