Mielismy zaszczyt weselic sie ze znajomym z netu, który sie wział i ozenil:) weselenie sie szlo nam cienko - natezenie decybeli przekraczało wszelkie normy i nie dalo sie nawet wrzeszczac prosto w ucho sasiada NIC powiedziec - bez sensu. Wiec zwialismy o 22.00, szczegolnie ze 250 km mielismy do przejechania. Najlepiej bawila sie, o dziwo, Mloda:) Dostala adoratora w swoim wieku, a ze gadac sie nie dalo, to sie adorator chyba nie zorientowal, ze ona nie do konca;) no bo co jak co;) tanczyc cholera potrafi:))))